czwartek, 26 stycznia 2012

Gdy nadchodzi nowe życie. Część 1

Istnieją ludzie, którzy pomimo swojego wielkiego przywiązania do życia nie boją się śmierci. Są też tacy, których śmierć przeraża oraz ci którzy pragną śmierci. Takich ludzi nie obchodzi życie cielesne. Wierzą, że po śmierci czeka na nich całkiem nowy świat pełen nowych rzeczy, nowych umiejętności których można nabyć. Zamknięci w sobie, dając życie nowemu człowiekowi nie są świadomi jak okropną kreaturą może być ich potomek.
Tymon od samego początku swojego marnego życia był odgrodzony jakby niewidzialną barierą od rozkoszy jaką niesie ze sobą życie ziemskie. Urodził się w czasach kiedy świat żył w strachu przed rozpętaniem się wojny. Pochodził z mieszczańskiej rodziny. Jego matka zmarła przy porodzie. Jego ojciec Julian był z zawodu stolarzem. Z jego nasienia marnego nasienia powstał chłopak który tak bardzo znienawidzi życie. Od małego uczył syna fachu który wykonywał trwając w iluzji lepszego życia po śmierci. Pragnął jednak przeżyć to życie do końca, aby jego syn mógł żyć szczęśliwie. Chciał nauczyć go fachu, dać mu jak najwięcej prawdziwego życia i rozkoszy, aby mógł się cieszyć nim siedząc przy kominku z piękną, wyrozumiałą żoną i wnukami, w zimowe wieczory. Pragnął by jego syn miał to co jemu nigdy nie było dane. Nie wiedział jednak jak bardzo chłopak nienawidził życia. Nie cierpiał bawić się z innymi dziećmi, nie znosił śmiechu oraz ludzi. Wolał ciszę i półmrok warsztatu jego ojca. Wprost uwielbiał kiedy mógł być sam na sam ze sobą. Tylko wtedy wiedział kim naprawdę jest i kim chce być.
Pewnego dnia , szesnastoletni wtedy Tymon miał wypadek przy pracy. Właśnie robił nogi do stołu, który zamówiło młode małżeństwo. Odrażająca para kochająca życie i pragnącą spłodzić kolejnego małego człowieka. Kiedy docinał jedną z nich, przytrzymując ją dłonią, piła ześlizgnęła się na kciuk i ucięła go przy samej dłoni. Chłopak nie odczuwał jednak bólu. Po raz pierwszy w swoim życiu odczuwał coś przyjemnego. Na widok odciętego palca po jego karku przebiegały przyjemne skurcze. Zatamował krwotok i wrócił do pracy, ale nie mógł pozbyć się chęci by odciąć kolejny palec aby przeżyć te samą ekstazę jaką odczuł wcześniej. Powstrzymał się jednak gdyż strata kolejnego palca uniemożliwiła by mu dalszą pracą, którą zapychał sobie każdy dzień bezcelowego istnienia.
Od tamtego przyjemnego wypadku minęło dwadzieścia jeden lat i wiele się zmieniło. Dwie zimy temu odeszła jedyna osoba z którą teraz już dorosły mężczyzna był w stanie przebywać. Jego ojciec zmarł na zapalenie płuc. Od tamtej pory chłopak nie rozmawiał z nikim dłużej niż to było potrzebne. Wychodził kiedy to tylko było potrzebne, zazwyczaj wieczorem. Sąsiedni sklepikarze uważali go za ekscentryka jednak zdanie innych istot nie znaczyło dla niego nic. Uważał, że nie są godni aby mogli z nim przebywać. Byli gorsi od niego ze względu na swoje ślepe umiłowanie do życia, którego on z każdym dniem nienawidził coraz bardziej. Teraz kiedy sam przebywał w swoim warsztacie często sięgał myślami do dnia w którym stracił palec. Od tamtej pory nie przeżył nic podobnego. Tego dnia postanowił to zmienić i sprawdzić swoją hipotezę. Wychodząc na wieczorną przechadzkę w okół murów miasta zaopatrzył się odpowiednio w celu odkrycia czy to co wymyślił da mu taką samą przyjemność czy też będzie bezcelowe. Było późno i po zewnętrznej strony murów, po której znajdowały się rozległe bagna, zaczęła unosić się mgła. Niedaleko głównej bramy znajdowało się obozowisko cyganów. Ruszył po cichu jak pająk skradający się po swojej pajęczynie do muchy do najbliższych baraków i przycupnął pod jednym z nich. Miał zamiar się dowiedzieć za wszelką cenę czy jego hipoteza jest trafna czy też nie. Wypatrzył jednego ze starszych cyganów śpiącego na posłaniu przez prowizorycznym namiotem. Podszedł do niego od tyłu i ogłuszył go mocnym ciosem w tył głowy. Zabrał go na bagna gdzie nikt nie usłyszy jego krzyku.
Gdy starzec się obudził nie mógł uwierzyć w swoją bezsensowną sytuację. Młody, dobrze zbudowany mężczyzna z drewnianą maską na twarzy przypominającą dziób kruka przywiązał go do starego pnia. Teraz stał nad nim w bezruchu czekając aż się obudzi. Gdy tylko ujrzał ruch cygana sięgnął do swojego worka z którego wyciągnął coś co przeraziło starego włóczęgę. Był to nóż z ostrzem przypominającym piłę. Mężczyzna upewnił się, że jest dobrze naostrzony i ruszył w stronę swojej pierwszej ofiary - ofiary na której miał dowiedzieć się czy jego przypuszczenia będą słuszne. Złapał go za dłoń i zaczął obcinać mały palec. Cygan zemdlał z bólu, leczy Tymon kontynuował swoje dzieło. Miał racje. Sprawiało u to przyjemność w taki samym stopniu jak tamten przypadek. Zaczął odcinać kolejne palce, a później dłoń, przedramię, kończąc na ramionach. Ze starego cygana życie uleciało już dawno. Teraz patrząc na zakrwawione i pozbawione ramion ciało cygana czuł się wspaniale. Pierwszy raz w życiu poczuł coś takiego. Pierwszy raz w życiu dostał erekcji. Cały zakrwawiony zrzucił z siebie maskę, którą wyrzeźbił w czasach dzieciństwa w tajemnicy przed ojcem i cisnął ją w bagno. Ruszył do domu z głową pełną myśli oraz z planem kolejnego zamachu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz